ludzie pizdyO

•Lipiec 18, 2015 • Dodaj komentarz

Ostro i dawno nie było.

Dlaczego?

Bo nauczyłam się radzić ze sobą. Z życiem. Im więcej czasu poświęcasz na zapełnianie się aktywnościami <bototakpiekniebrzmi> , które powodują,że co dzień wstając wmawiasz sobie- doprowadzi mnie to do czegoś wielkiego/ niesamowitego/ odkrywczego.

Spędzasz dnie w czytelni, w siłowni, na łodzi, na wiośle, na grillu, na piątym piwie truskawkowym z Bystrym, na spacerze o północy, poznajesz prywatne dachy wrocławskie, wyjeżdżasz by po trzydziestu godzinach olfaktorycznego high life patrzeć na zarys ramion przez pryzmat Machiavellowskiego Księcia, żegnasz się średnio co trzy tygodnie, i co trzy tygodnie wpadasz w nowe tornado, fascynujesz się, płaczesz, fascynujesz, palisz. Mało płaczesz, bo już nie umiesz.

Bo czym są łzy w ogromie lawiracji.

Pozbyłam się go. Czuję się jak po Wilde’owskim spektaklu . Ktos kiedyś mi to po prostu przepowiedział, w chwili zdawania pracy maturalnej o femme fatale- bo Ty taka troszkę jesteś.

Niczemu nieświadoma dziewicza maturzystka.

A few years after….

Bo …zmieniłaś się i nie jesteś już taka, jak spod drzewa. Słowotok.

Relacje oparte na emocjach pożądliwości.

Tęsknota.

I za kim tęsknisz dziewczynko, która opanowała do perfekcji kolor swoich ust i pyskate odpowiedzi?

W chwili obecnej do wytracenia się na kolejną paczkę fajek.

Ale pomyśl! Tak głębiej.

Zanadto AMBIWALENTNIE PRZEJMUJĄC SPRAWĘ I DOKONAWSZY WŁĄCZENIA UKŁADU LIMBICZNEGO…

okurwa jak chciałabym być kruchą dziewczynką.

Tęsknię…

Za pochyłym dachem i lasagne- bo robiłam ją tylko dwa razy w życiu i zawsze na emocjach- i zawsze o dziwo dobrze. Za tamtym tarasem i wyciągnięciem się niczym kotka w nowym, czarnym body. Jak to jest być kapitanem widmo w kuchni podczas śniadania, a dla drugiej osoby przewracać kuchnię od Sycylii po Alaskę…

Za czernią, gdy wyglądałam w niej dobrze. A teraz po prostu staro.

Za Castello z moim ledwo pełnoletnim wypadkiem przy pracy.

Za poparzonym sercem Warszawskim i kalabryjskimi komplementami.

Za niedokończonym drinkiem lutowym o jednym za mało.

Za wszystkimi wyjazdami nad morze, które się nie ziściły.

Za kolejnymi trudnymi, bo przecież powinnam zostać mediatorem trudnych sytuacji i rozwiązywać nierozwiązywalny, bo przecież na tacy jest tak deprawujące porównawszy do tego niemożliwego.

Za tym, kiedy mnie tu nie było.

Za  Cat woman A. niewyobrażalnie!

Nie tęsknię z pewnością za Brzegiem i Nothing Else Matter bez gitary pod drzewem.

Ludzie to takie wielkie pizdy. Bo znowuż , cytowawszy rysiowskiego- zastanawiają się zamiast kochać ,czy powinni.

Nie potrafią postawić życia na jedną kartę, czego uczy mnie moja obrażona najukochańsza przyjaciółka, choć raz poświęcić godziny snu mniej, pracy, zlecenia, 10 złotych na bilet, zmęczenia, niewyspania, jednego posiłku mniej, jednej setki więcej, kilometra w runnerach więcej, odwagi gdy topicie się w spojrzeniach trzydziestą minutę, bo razem lecieliście, lądowaliście i wsiadaliście do pieprzonego jedynego autobusu z lotniska, zamienienia morza na jedną noc oglądania Arctura na niebie wrocławskim za te cztery lata niespełnionych mijań się południa z północą.

Miliony przytoczeń.

Moje życie to jedna wielka tęsknota dychotomicznie niczym sinusoida.

Żyję dla fascynacji chcąc fascynację ustabilizować.

A ludzie to pizdy, bo za nich podejmując i podając na tacy gotowe rozwiązanie, staję się coraz to bardziej nieszczęśliwie nieufna.

Reklamy

00:11

•Wrzesień 29, 2014 • Dodaj komentarz

Unhappylove.

Pozostało 93 dni.

13 tygodni.

13 słodkich niedziel, 13 ciężkich poniedziałków, 26 herbat, 7 chałw w łazience, reszta z kilkudziesięciu rzęs, około 10 nieświadomości, paczka fajek na trzy, kilkaset łez, 1000 pomysłów, milion myśli, 90 zapachów z sentymentem, 13 samotnych weekendów, 43 oczekiwania na  zgrzyt zamka, 4 podejścia do drzwi i wycofania się, kilka kilogramów mojego serca, tysiąc złości, 4 filmy, jeden Ty…

DSC_0125

E.Photography The Best Person

1:39

•Wrzesień 23, 2014 • Dodaj komentarz

But when you walked out that door
A piece of me died

Zabezpieczony: respirator right now

•Wrzesień 22, 2014 • Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

When your heart becomes a million different pieces

•Wrzesień 21, 2014 • Dodaj komentarz

Nie mamy skrzydeł , by latać, a mimo wszystko to nasz cel (…)

Miało być łatwiej, nie jest.

Rola ciocio-siostry dość nerwowo podsumowała weekend. Na pograniczu szalonej zabawy, nieograniczeń i zniszczonych obcasów- rozchorowałam się najbardziej, jak tylko rozchorować można. Studia, o studia. Brak sygnału.

Otacza mnie Shura, podarły się dwie pary rajstop, nie ma rosołu, zdalnie pracuję co trzy godziny i tak naprawdę dzieje się nie dzieje . Sam ,pusty app. Daje mi w tym momencie akurat ulgę. Bo dni zaczynają się, gdy zadzwoni Jego budzik, później trzy razy spóźni mój, gdy wyjdę, gdy przychodzę, gdy następnie stoję przy szafie usilnie zastanawiając się-  w co – , następnie pięć razy poprawiając kosmyk włosów, by jak najbardziej przypominał perfekcję, gdy w końcu zgrzyta zamek, skrzypią dwuparowe drzwi, wyciska się na usta dość sztuczne ‚hejsiemaczesc’ z odgłosem bijącego serca, kończy się wraz z płytkim dobrejnocy.

Miss Dior dziś na obojczyku. Katar, sto kilogramów kaszlu i te nieszczęsne rajstopy.

Damn. Czy czekam? Chyba tak, Chyba nie. Chyba tak- nieświadomie. Chyba nie- eksplodowawszy machina złości.

Kiedy w końcu. Pression, pressure, presja.  Wiatr szumi zza okna, przetrąca kosmyki wlosów, nie widzisz, ale Ty możesz łapać się dłoni. Twojej drugiej dłoni. A ja?

maxresdefault

retard

•Wrzesień 17, 2014 • Dodaj komentarz

Absolutne słowo dnia dzisiejszego.

Opóźniony czas, opóźniony zbieg okoliczności, opóźnione tramwaje, uczucia, uśmiechy, łzy i rumieńce.

Cel. Cel uświęca środki a nadzieja matką głupich. Lecz nie sposób pisać wciąż o żalu, złości, miłości sprzed 3 pór roku zwanych latem na solińskiej wyspie.

Milion razy reaktywowany blog, to niczym stary zeszyt pamiętnik w zanadrzu i dnie pudełka dzieciństwa. Skrzętnie schowany przed znajomą publicznością, jest tak naprawdę tylko mój.

Nie czas na rozpis- co sieu dziauo gdy.

Wieczór pachnie Sonią Rykiel, Le Passengerem, zapachem truskawkowej owsianki muśniętej 0,5 % mlekiem. Niewzburzone od kilku dni łóżko spogląda na mnie tęsknym wzrokiem- jak gdyby chciało wzbudzić we mnie znowu ten swirl na krańcu świata ,gdzie dawno nie wzburzone serce przekroczyło granicę  dawki dozwolonej ,bijąc tak mocno , tak do bólu, tak do zatracenia.

Odkąd pokonałam demony przeszłości- tak bardzo chcę, by stało się to JUŻ. Tracę nadzieję i ją odzyskuję. Zdobywam kolejne level up’y i nagle następuje game over. W sierpniu spadła gwiazda. Przynajmniej tak mi się wydawało. Wzrok tak ślepej osoby może mylić.

Spadła. Więc musi się spełnić.

Powroty do mieszkania, gdzie lekko pachnie zakątkami Chrome Azzaro,nutą głowy, nutą serca, nutą bazy… Ktoś misternie to ułożył,lecz plan spełnienia jest niesamowicie ciężki, bolesny i może być klęską… Ale… still fight !

Obłożona księgami nowego fakultetu, pracująca na milionie etatów, kończąca rozbabrany lifescience- zauroczona wyzwaniami życia… Było warto totalnie się rozchorować i skrócić swoje zycie o 4 x 15 minut fajek z klikiem, które sprawiają ,że ‚to takjakbyśmy się pocałowali’ (…)

Jeślisięuda -styczeń. Jeślisięnieuda-do stycznia

Takbardzotakbardzotakbardzo spadajcie gwiazdysrebrnego pyłu.

Dobrej nocy ❤

To będzie wspaniale trafne podsumowanie :

Bez tytułu

•Lipiec 10, 2014 • Dodaj komentarz

Gdy jest dobrze- nie myślę o blogu. 

Gdy jest źle- stwierdzam, wyleję, poboli, przejdzie.

Po czym- kreując się na całkowicie szary ,pneumatyczny obraz człowieka wraku bez cienia uśmiechu – mówię NIE.

W życiu komplikacji na miarę kłębka tanich nici , urywających się przy mocniejszym wdechu. Patrz do przodu. I jedz, sam nie dając się jeść. 

Czas zakończyć czytanie wszystkich tkliwych historii na minimum 600 stron, robienia sobie nadziei na coś wspaniałego, ekscytowania się i podatności na emocje.

 

 
%d blogerów lubi to: