katharsis

Powróciłam ponownie.

Ostatnie moje krakowskie chwile odbyły się w lutym. Nie wstając przez tygodnie, dnie, długie godziny z łózka,opatulając się smutkiem i beznadzieją, odłączając od świata i prowadząc ukryte życie, gdy raz w czas G. zabierała mnie na wyczes na miasto, kiedy to zajadałyśmy się chrupkami i pakowałyśmy w siebie tabsy na ‚niespanie’. Przytłoczona problemami na uczelni, obciążającą mnie fizyką, wiszącym nad Krk smogiem,załamana postępowaniem osoby, którą niegdyś uważałam za największą przyjaciółkę i oddawałam jej czci przez 1, 5 roku godząc się na ‚jej zmiany mnie’- zmiany nowoczesne, pełne bólu, porzucenia moralności. Mianowanie mnie kimś bardzo ważnym w życiu studenckim nie przyniosło skutków- byłam poniżana, nie wysłuchiwana, traktowana niepoważnie. Cokolwiek nie zrobiłam- odbywało się to moim kosztem, wszystko negatywnie nasączone niewiadomojaknazwać uczuciem. Stałam się bezsilna. Dzień po dniu, wpatrując się w profil M, przeglądając wspólne chwile, nie śpiąc z G. całymi nocami- popadłam w chorobę. I ta choroba przywiodła mnie do swojej siły- tak, próbowałam się zniszczyć.

Nie udało się.

Z dnia na dzień wyjechałam. Załatwiłam wszystkie sprawy, porzuciłam trujące towarzystwo melancholii i artyzmu. I powoli stawałam na nogi. Wyzdrowiałam.

Niestety obyło się to gorzkim kosztem- przyjaciele, którzy mimo wszystko gdzieś czaili się od czasu do czasu na drogach alei, pozostali właśnie tam. Fala plotek i niedopowiedzeń na uczelni i ból tego,że ‚przyjaciółka, która tak mnie skrzywdzila’ martwiła się jedynie o swoje poważanie  w świecie elity science. Bo jak ona to wszystko przejmie (…)

Nie wiem skąd we mnie tyle odwagi i samozaparcia. Byłam twarda.

Każdego miesiąca, dnia trzynastego jest moje małe święto bycia tutaj. Wratislaviensis. Jeszcze nie uporałam się ze swoimi zmorami, ale lubię to co robię, biorę z życia wymierne korzyści, rozwijam się, staram się od czasu do czasu pracować a cały urok miasta sprawia,że mniej mojego złego.

W poniedziałek M wyleciał z mojego czatu. To duży krok, by nie znalazł się w głowie. Na to przyjdzie swój czas. Ból jego niewiedzy i mojej krzywdy, którą mi wyrządził jest znaczny, ale dziś przytłacza go moje przeziębienie.

Ciężki czas pełen kolokwiów, zaliczeń, egzaminów. Ale przede mną ponad 500 km do słodkiego domu.

Teraz musi być tylko lepiej, bo pokonałam swoją naiwność i to,że dawałam sobą pomiatać w każdą stronę świata. Zawalczyłam o siebie, choć walka ta nadal trwa.

 

Reklamy

~ - autor: anythinglady w dniu Kwiecień 18, 2013.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: