medium

Czasami tylko. Boję się …siebie. Życząc i zwracając uwagę na pragnienie dobrego dnia, po kilku minutach przychodzi jakaś największa kara od losu, kolokwialnie wszystko się pieprzy i sypie.

Tak też było wczoraj. Dlatego dziś świecę opuchlizną oczu a moje poranne białka…Po prostu ich nie było.

Potrafiłam od czasu do czasu coś wyśnić, myśleć o czymś i zamartwiać się -mimo,że tego nie było po czym nagle wychodziło na moja rację. Czysto intuicyjne, czyż nie? Ale czym wyjaśnić męczące mnie sny, gdy jeszcze ‚chodziłam polukrowana Twoją pomarańczowością’ i dziwiłam się głupocie swoich snów,poniżana w nich średnio raz w tygodniu przez trzy lata, otulana powiedzeniem ‚ah, głupiutka!’.

Po czym CIACH <niczym już 9 maja w TESCO> i wszystko stało się prawdą. 

Intuicyjne? Podświadome? 

Może. 

Czysto niezrozumiałe. Nie siedzę w horoskopie, kabale, czerwonych nitkach, choć przeraźliwie boję się Romów. Wierzę, nie wierzę i dziś nie wierzę w trzynasty dzień miesiąca. Choć jest to trzeci miesiąc mojego nowego domu.

Zechciałabym chlebem i solą powitać moich nowych czytelników, bo chce mi się dzięki temu żyć  bo miło przygląda się z boku wspaniałości Waszej.

I tęskno mi. Nie sądziłam,że to wypowiem… tęskno za elegancją w sumie nie wroga, ale po prostu osoby, która doprowadziła mnie do upadku. Chce pojechać w Kraków, do nich, do tamtych wspomnień, powiedzieć im zmysłowe ‚hej’ i uwodzicielskie ‚żegnaj’. Wczoraj zaszczycona Tym lajkiem, pomyślałam po raz milionkrotny o Tobie.

Przykre,że z rodziną to tylko i wyłącznie na zdjęciu a zdrad widzisz w swoim życiu co najmniej kilkaset. 

Na poprawę niedobrego już poniedziałku chcę usilnie lato, dlatego zazdrośćcie prawobrzeżnego dopływu Wisły o długości 443,4 km.

Obrazek

 

Reklamy

~ - autor: anythinglady w dniu Maj 13, 2013.

Komentarzy 88 to “medium”

  1. jak ten_na_górze rozdawał intuicję najpewniej paliłam papierosa za kapliczką. Skutkiem tego jestem intuicyjnie ślepa jak piewotniak:)
    I częściej niż często zazdroszczę (wiem wiem, zazdrość to paskudne uczucie ale nie mogę być idealna:)) szczęśliwym posiadaczom tej cechy.
    W Twoim przypadku może wystarczy wsłuchać się w siebie, żeby uchronić się przed łzami na końcu nosa?

    chlebem i solą powiadasz?
    hmm… a może darujmy sobie konwenanse i uznajmy, że to wymiana barterowa:)

    magię Krakowa uwielbiam… zwłaszcza Kazimierz… mogłabym się tam zatracić.

    • zezarło mi r w pierwotniaku.
      Państwo SE wstawią:)

    • Krakowa nie znoszę całym swoim sercem !
      Witajmy się więc flaszką czegoś INVRAISEMBLABLE;>
      nie można wierzyć snom! i sobie ;> a łzy tak cudownie wpływają na cerę (…) podobno.

      • Łzy na pewno potrafią zadziałać (przynajmniej chwilowo) kojąco;)

        I tutaj zazdroszczę kobietom tej umiejętności, którą osobiście dobre 7-8 lat temu zatraciłem całkowicie.

        maskana – zazdrość to nie okropne, a zwyczajnie ludzkie uczucie, tak samo jak gniew, złość czy miłość

      • Krakowa czy Krakusów?

        nie mogę się zgodzić z „nie można wierzyć snom! i sobie”.
        O ile w sny nie wierzę (ja generalnie słabej wiary jestem), o tyle sobie wierzę bezgranicznie. Bo jak nie sobie to komu? kto zna mnie lepiej niż ja sama? komu mogę ufać bardziej niż sobie?
        Sekret tkwi w akceptacji…
        Chyba.
        Bo zakładam, że mogę się mylić:)
        Choć nie muszę;)

      • z łzami to ja mam problem.
        Bo jak dla mnie ani nie oczyszczają, ani nie koją.
        Za to złoszczą mnie niemożebnie.
        Nie lubię uczucia bezsilności…
        Co innego łzy wzruszenia. Te, z racji pojawiania się w najmniej odpowiednim momencie, wywołują u mnie uśmiech.
        Ambiwalencja doskonała:)

        Marcinie dziękuję, że dostrzegasz w nicku człowieka;)

      • łzy- jako oczyszczenie chemiczne skóry 🙂
        w końcu tyle w nich kwasów, nie tylko tych organicznych…
        spływają z mózgu pełnego ohydztwa ludzi trzecich. zmyślam.
        Maskana, kobieta z Ciebie niesamowita! a jaka osobowość!
        Nigdy nie płakałam ze wzruszenia…Szczerze.

      • nigdy?
        Any pewnie jeszcze nikt nie poruszył tego sznurka, który rozlewa tego typu emocje. Wszystko przed Tobą.
        W sekrecie Ci powiem, że ja wzruszałam się nawet oglądając Terminatora. Ukradkiem wycieram łzy słysząc nasz hymn, widząc bawiące się małe dzieci, czy mijając rozjechanego kotka… mam oczy na mokrym miejscu.
        Tak wiem, nie jestem do końca normalna:)

      • o pardon!
        jednak płakałam… ominęłam łzy filmu.
        chciałam skupić się na tym,czy kiedykolwiek ktoś osobiście wzruszył mnie… wielokrotnie chciałam się rozpłakać, ah, tak efektownie- a tu jedynie płacze kłótliwie, płacze przykrości, płacze niemocy i bólu…
        ale ten jeden raz wzruszył Forest Gump.

      • ludzie wzruszają mnie najczęściej. I to nie tylko gestami w moim kierunku ale tak ogólnie.
        Mam ogromne pokłady emocjonalnego rozczulania.

        A jak widzę parę staruszków trzymających się za ręce to… klękajcie narody!:D

      • ale czy wtedy płaczesz?
        bo właśnie chodzi tu o łzy, o które u mnie ciężko.
        udaję tylko,że jestem tak niezwykle twarda. choć krucha i niepewna niczym trzcina na wietrze.
        życie postawiło przede mną masę wyborów, za które musiałam odpowiadać sobą. stąd ta udawana twardość. no i przygoda z Armią Polską ;>

      • oczywiście, że tak. W zależności od sytuacji od łzy na rzęsie do łez na końcu nosa…
        Inaczej się rzecz ma kiedy ktoś mnie skrzywdzi… pustynia.

      • łza na rzęsie mi się trzęsie, trzęsie mi się łza na rzęsie…
        nie KRZYWDZCIE MASKANY BO WAM ZROBIĘ BUBU!

      • :*

    • Chleb i sól rzeczywiście możemy sobie odpuścić, ale nie ma co tak od razu krzyczeć barter

      A może by tak (wracając do poprzedniego wątku) zamienić je na wino ? (wytrawne, bądź słodkie wg gustu i uznania 😀 )

      • wino niczym w Kanie.
        W końcu chodzę niczym Jezus po Sanie.

      • Mi się osobiście taka perspektywa podoba – gospodyni zrezygnuje z chleba i soli i przy pierwszej okazji zamieni(MY) to na %

      • Marcin,znowu chcesz mnie ratować zgorzkniałą herbatą?
        Ajjj,wiem,wszystko zawodzi,ale już nudzi mi się mój zosiosamosizm,jako ekstrawertyk i pogotowie ratunkowe chciałabym …właśnie- co chciałabym?
        na chwilę obecną poczuć się lepiej 🙂

      • a daleko ja mam do Was?:)

        pees.
        jak smakuje zgorzkniała herbata?:>

      • po prostu jest gorzka, ale będąc naalkoholizowana w sztok, dostałam herbatę,której pić nie chciałam. i była ona bardzo zgorzkniała, niczym ja tamtego
        Obecnie jestem we wro, Marcin Krakus jeden 😀
        Ale pochodzimy ze…wschodu 😉 POŁUDNIOWEGO!
        Może mnie nie zabije za te informacje ;>

      • Piszesz o Kazimierzu, który ostatnio i ja odkrywam…więc wydaje mi się, że to Any ma daleko.

      • ojacie! odkrywałeś Kazia będąc tam od prawie 7 lat?!

      • ha! więc jestem praktycznie na miejscu:D

        Any, miasto w którym teraz jesteś zafundowało mi najpiękniejsze chwile pt. Wrocław by night. No może nie miasto a Ktoś, kto wiele dla mnie znaczył. Dziś żyję w innej rzeczywistości ale do Wrocławia wciąż mam ogromny sentyment…

        pees.
        pochodzicie ze wschodu…
        a zaciągacie tak pięknie jak Pawlaki?
        bo jak mówicie tak melodyjnie to ja się Wam natentychmiast oświadczę /postraszenie/:D

      • potrafię 😀
        Choć jeden rodowity Krakus dał mi do zrozumienia,że pochodząc z polski B potrafię sie zakamuflować porządną polszczyzną, zdradzały mnie jedynie zwroty typu ‚joj’ oraz’ idę na mieszkanie’ 😀

      • „że pochodząc z polski B”
        nic mnie tak nie burzy jak stygmatyzowanie.

        No to skoro potrafisz, to ja powinnam Cię teraz poprosić o rękę… ale mam pewien problem… bo jestem gejem od urodzenia, w sensie, ze wolę chłopców;)

      • z tegoż samego powodu obawiam się,że mogłabym Cię nie przyjąć mimo Twojego wielkiego uroku osobistego.
        wolę jednego chłopca, którego wybić trzeba młotem pneumatycznym z głowy.
        Moi znajomi z ‚polski B’ napisali przecudny kawałek, pozwolę zaprezentować:

      • wychowałam się na takiej muzie;)

      • Maskana – tak wschód tak ma, więc i ja potrafię „śpiewać” , choć ze smutkiem muszę powiedzieć, że lata spędzone w Krakowie sprawiły, że przesiąkłem już nowomową partyjną i na co dzień raczej rzadko mi się to zdarza 😦

        A jeżeli chodzi o muzykę, to w takim razie wszyscy troje się na takiej wychowaliśmy

      • skoro potrafisz to…
        (ojej ależ się zestresowałam – to mój pierwszy raz)
        Nie, nie dam rady.
        Tutaj nie dam.
        Co prawda więcej we mnie pozytywizmu niż romantyzmu ale TEN moment nie koreluje mi się z blogiem. Jakiś wieczór na szczycie wieży kościoła Mariackiego, albo świt na połoninie Caryńskiej, ostatecznie Emirates Stadium tuż po zwycięstwie nad czerwonymi diabłami… ale nie blog.
        Poczekam więc na bardziej klimatyczne okoliczności przyrody i Ci się Marcinie oświadczę. Słowo się rzekło:)

        pees1.
        oczywiście zdaję sobie sprawę, że wedle tradycji powinnam najpierw zapytać o zgodę Twoich Rodziców. To nie problem.
        Problemem będzie Twoja dziewczyna, narzeczona, żona.
        No! będzie… się działo:)

        pees2.
        biorąc pod uwagę „problem”, o którym wyżej wspomniałam powinnam wyjąc bejsbola i go użyć już w chwili, kiedy przyszedł mi do głowy pomysł z „oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Co więcej, powinnam była go użyć bo przecież wychowana w patriarchacie nie identyfikuję się z falą feminizmu toczącą kobiecość. Więc, do diabła, dlaczego odebrałam sobie przyjemność powiedzenia TAK na rzecz odcisków na kolanach, że o wydrapanych gałkach ocznych (rodem z filmu Kill Bill, ze sceny w przyczepie Budda, w której Beatrix wyrywa Elle drugie oko) przez Marcinową kobietę nie wspomnę:)

      • Zatem czekam na „oficjalne” oświadczyny 😀

        ps.1 żony, dziewczyny, narzeczonej, ani żadnej innej Marcinkowej kobiety (niestety) nie ma, więc gałki zachowasz, bo nie będzie miał kto Ci ich wydrapywać

        ps.2 klękać nie musisz, więc odcisków też nie będzie- wystarczą oświadczyny na stojąco

        ps.3 rodzicami też nie ma się co przejmować – skoro zabrnęliśmy tak daleko, że to Ty masz zamiar mi się oświadczać, to im możemy żeby było ciekawiej powiedzieć o wszystkim dopiero po ślubie

      • Cierpliwość jest cnotą… i będzie wynagrodzona:)
        pees1
        ufff… to znaczy będę mogła patrzeć na Ciebie i to nie będzie metafora;)
        pees2
        jaki wyrozumiały… ale! nie, nie, nie! Jak już coś robię to całą sobą. Żadnych półśrodków. Ma być idealnie… Najwyżej po wszystkim wycałujesz i przestanie boleć:D
        pees3
        no wiesz… zawsze możemy wrócić do pierwowzoru, nie fochnę jak mi odbierzesz palmę pierwszeństwa:D
        A jeśli chodzi o Rodziców – poinformowanie po wszystkim brzmi dość kusząco, bo otwiera mi wyobraźnię na jakiś kościółek gdzieś w górach, tylko Ty, ja, Any (jako świadek), mistrz ceremonii i przepiękna cisza przeplatana promieniami szczęścia… ale wyobrażam sobie, że Rodzice nie byliby zachwyceni, co więcej mogłoby im być przykro, a ja nie chciałabym dzwigać takiego ciężaru. Zapytam Ich. Ale najpierw Ciebie, żeby nie stawiać Rodziców w niezręcznej sytuacji:D

      • błagam- mnie nie na świadka 😀 widząc tyle czułości,rozpłaczę się z rozpaczy,za porzuconą sobą , za miłością zechcę zatęsknić i ucieknę sprzed ołtarza!
        tak zwykłam robić na imprezach,kiedy po prostu dopadł syndrom wspomnień ;<
        ale już na wesele na barce możecie mnie śmiało zaprosić !

      • …i macie moje pełne błogosławieństwo,ale brylant być musi! łamiecie konwenanse,że dziecko jest swatką. ah jestem taka dumna z Was ❤

      • 1. Tak można patrzeć na mnie bez obaw
        2. Wycałuje i to nawet chętnie
        3. Rodzice już od dawna są „urabiani”, że jeśli w ogóle doczekają się synowej, a będzie na tyle „kopnięta” co ja, to nie mają co liczyć na to, że o ślubie dowiedzą się przez faktem jego zaistnienia… właśnie dlatego, że jeżeli już ślub brać to dla siebie, a nie dla rodziny i znajomych na pokaz- więc też jestem za tym, by robić to po cichu i tylko w obecności świadków 😀

        Any – nie martw nic, weźmiemy odpowiedni zapas chusteczek i dasz radę 😉

      • Akurat nie zrobisz chyba takiego numeru Twojej fantastycznej Mamie i fantastycznemu Tacie!

      • rok temu byłam :ladyanything, skasowałam się i stałam się anythinglady

      • Any więc (dalej łamiąc konwenanse) sprawię Ci w (moim) prezencie ślubnym księcia na białym koniu. Ty mi pokarzesz którego chcesz, a ja Ci go podaruję.

        Nie wiem co na to Marcin (słabo znam myśli mojego przyszłego:D) ale dla mnie wesele to anachronizm.
        Jak już pieczętujesz swoją miłość to chcesz ją celebrować z ukochanym. Tylko. I wyłącznie.
        Zabierasz meża, plecak, namiot i wyruszasz na poszukiwanie siebie…
        Ostatecznie zapraszasz całą rodzinę do trzech pokoleń wstecz, przyjaciół, kolegów i znajomych, sąsiadów i ich sąsiadów, panie ze sklepiku na rogu, fryzjera, kosmetyczkę i szefa na fetę przypominającą dzień niepodległości. To też jakiś sposób… ale o nocy poślubnej możesz zapomnieć:D

      • Myślałam,że Marcin będzie chciał zrobić to po Bieszczadzku- z weselem.
        Chcę jednego księcia, ale tu ma wkroczyć młot pneumatyczny- jak już mówiłam.
        Moje połączenie węzłem małżeńskim miało nastąpić na łodzi, przy kapitanie a nocą miał być rejs.
        Póki co mieliśmy z sobą nocny rejs na drugą stronę… solińskiej wyspy śpiewając ‚Wino za karę’.
        Piękne czasy…

      • Any – owszem zrobiłbym im to… 5 minut bym się nie zastanawiał

        Maskana (skarbie 😀 ) – znów się zgadzam… żadnego wesela nie robimy

      • skarbie?
        jak ładnie…:)
        ale nie takim do zakopania 6 stóp pod ziemią?:D

        Lubię jak się ze mną zgadzasz.

        Any sugerowała brylant. Jak myślisz – będzie pasował do Twojego palca?:>

      • Nie absolutnie, zakopywać Cie nie będę.

        Brylanty też sobie odpuśćmy, lepiej gdzieś (razem) pojechać niż wydawać kasę na bądź co bądź tylko kamienie- rzadkie, ładne ale jednak kamienie.

      • i właśnie utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że dobrze wybrałam:)
        To gdzie (po)jedziemy?

      • Gdziekolwiek, albo raczej wszędzie – byle razem:)

        A na początek może eurotrip ? stary zdezelowany bus, oprócz nas jeszcze z 4 osoby i objazd dookoła Europy ?

        np. Kraków – Paryż – Bourdeaux – Madryt – Giblartar – Barcelona – Monaco – Milan – Graz – Budapeszt – Kraków

      • przyjedzcie do mnie!

      • hmm… brzmi cudnie, zwłaszcza Giblartar robi mi na wyobraźnię.
        Ale następną podróż planuję (właściwie już zaplanowałam) ja, dobrze? Mogę, mogę, mogę? Zgódź się… /mina kota ze Shreka/

      • Any bez Ciebie nie pojedziemy. I to nie podlega negocjacjom.
        Pakuj się:)

      • Jasne, że możesz – więc co będzie naszym udziałem ?

        Any – nie kuś, bo Ci się kiedyś tam zwalimy i będziesz miała…

      • nie będę przyzwoitką!

      • Jaką przyzwoitką – przecież dopiero co pisałem, że oprócz nas tym busem jedzie przynajmniej 4 osoby ? 😛

      • Kraków – Moskwa (Kreml. Pałac Paszkowa, uniwersytet Łomonosowa i Klasztor Nowodziewiczy)
        Kolej Transsyberyjska z całym mijanym dobrodziejstwem.
        Irkuck z Bajkałem i Listwianką.
        Znów pociąg z przerwą w Chabarowsku aż do Władywostoku.
        Potem zakup Uaza i przed siebie w głąb mongolskich stepów…
        I znów Władywostok – Moskwa – Kraków.
        Co Ty na to?

        pees.
        podoba mi się Twój avatar. Dziękuję:)

      • Żartujesz sobie ze mnie ??
        Skąd wiedziałaś, że coś takiego również mam w nieco bardziej odległych planach…
        Tylko pomysł był odwrotny – z Polski do Władywostoku Uazem, a powrót transsyberyjską – nawet mam już 1 chętnego (mieszka ze mną przez ścianę)

      • nie wiedziałam… to moje plany…
        Teraz już nasze:)

      • No tak – w końcu (przyszłe) małżeństwa muszą się trzymać razem:)

      • nie „muszą” tylko „chcą”:)

      • Racja – przede wszystkim chcą.

        Punkt dla Ciebie 🙂

      • bycie razem nie koreluje się z punktami:)
        Nie ma lepszych czy bardziejszych (neologizm stworzony na potrzebę chwili):)
        „Razem” jest idealnie wyważone… nawet jeśli jedno ma „braki” tu, to drugie idealnie je wypełnia. I odwrotnie.
        Emocjonalna doskonałość.
        No chyba, że ja się nie znam:)

      • Znasz się, znasz …

        Znów mnie złapałaś, jednak mówiąc punkt dla Ciebie bynajmniej nie miałem na myśli jakiejkolwiek formy rywalizacji, naliczania i podsumowania sobie nawzajem punktów dodatnich, czy ujemnych. To raczej była forma hmm… przyznania Ci racji ?

        I (znów) zgadzam się w pełni – razem, to uzupełnianie się, wzajemne zrozumienie i forma „poświęcenia” siebie drugiej osobie.

        (poświęcenie oczywiście nie w dosłownym znaczeniu, ale myślę że z” ” zrozumiesz (-miecie) o co mi chodzi)

      • jak mi przyznajesz rację też lubię. Tym bardziej, że i ja się z Tobą zgadzam.
        I jednak zacznę się przyzwyczajać.
        A Ty będziesz trzymał w dłoniach odpowiedzialność:)
        Wiem… pojechałam:)
        Mogłam?

      • Patrząc na to jak bardzo się ze sobą zgadzamy, myślę że chyba mogłaś, zwłaszcza że i ja zaczynam się przyzwyczajać:)

      • i cudnie:)

  2. Owszem dopiero teraz – na studiach, mieszkając na końcu świata woleliśmy zostać na akademiku i się napić, niż szlajać po Kazimierzu i wracać nocnymi… poza tym wtedy nie było z kim odkrywać ciekawych miejsc 😉

    • ups… nie ten „poziom” rozmowy – przepraszam

      • ten, ten 😀
        czyli byłeś z towarzystwem. mogę się poszczycić tym,że odkryłam Kazia w ciągu tej chwili zwanej 1,5 rokiem.

      • Wiesz to nie tak, że nie poznałem wcześniej nic… ale dopiero teraz zaczynam krążyć po coraz to drobniejszych i dziwniejszych knajpkach i w końcu zapamiętywać nazwy ulic

        A i owszem w towarzystwie 😉

      • Cjesze się więc Twoim uśmiechem 🙂 !

      • to i ja się ucieszę:)

      • Dzięki wielkie, jednak żeby nie było za słodko muszę powiedzieć, że uśmiech mnie nie opuszcza praktycznie nigdy i wcale nie znaczy to, że muszę mieć dobry humor… ot taki mój prywatny osobisty lek na całe zło tego świata i zasłona dymna przed ciekawskimi oczami.

      • a to jestem w szoku;>
        nie zawsze widywałam ten uśmiech,szczególnie w rozmowach czatowych.

      • ech… a myślałam że „mój ci on”… ten patent na uśmiech na ustach.

      • Jak widzisz nie tylko Twój jest ten patent.

  3. Bo przez internet to co innego – nie ma się kontaktu twarzą w twarz, poza tym rozmawia się z konkretną osobą i nie ma ryzyka, że wpadnie się na kogoś dodatkowego, więc czasem sobie pozwalam „opuścić gardę” i odkleić od twarzy uśmiech.

  4. Ależ to bardzo proste i już zaspokajam twą ciekawość – odpowiedni poziom po prostu ułatwia czytanie całych wątków. Wiem bardzo to prozaiczny powód ale jako inżynier mam wpojony praktycyzm i „umiłowanie” do porządku, który burzę zmieniając „poziomy”.

  5. Ka Twoje wyprzedam ? No to Ty chyba w moim zaczynasz czytać, jak tak patrzę na ten (nasz) kolejny wyjazd po eurotripie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: